Ł. życzę, żeby w końcu spełnił swoje biznesowe plany, żeby pokazał światu na co go stać. żebyśmy lada chwila bawili się na parapetówce w nowym mieszkaniu. żebyśmy jeszcze nie raz zostawali po godzinach na uczelni, żeby dokształcić się z matematyki. żebyśmy nie raz wybuchali śmiechem na przydługim wykładzie i wypili nie jedno piwo przy wspólnym projekcie.
dla A. mam kosz pełen optymizmu - z małym I. zawsze podnoszą moje poczucie własnej wartości. która jednym sms'em: ciocia, kiedy do nas przyjedziesz? wywołuje uśmiech na mojej twarzy. która we mnie wierzy i czeka. która rozmową wylewa miód na moje serce.
i dla drugiej A. (:*), spod krakowskich snów, która zawsze wie, kiedy być. z którą ironicznie połączyły nas losy - niby różne, a jednak te same. do której dzwoniłam w środku nocy, że jest źle i że to znów nie to. która mówiła, że mam się nie poddawać, nie pisać, że zasługuję na coś więcej. życzę dużo wiary w siebie, dużo wiary w ludzi i w to, że w końcu musi być lepiej. i żebym w końcu to ja wygrała jakieś wino, w kolejnym zakładzie o wszystko ;)
a S. życzę dużo siły. dużo mocy, dla małej L. moja mała śmieszka, która już wyciąga ręce na tuli tuli i która rozdaje buzi buzi. i dużo szczęścia, rodzicielskiego i marzycielskiego. i dziękuję za każde dobrze, że cię mamy.
i O. , żeby wybaczyła mi moje zapracowanie, moje nieodpowiadanie na wiadomości i miała cierpliwość dla mojego pracoholizmu, który generuje brak czasu na życie ;)
a sobie życzę spokoju. takiego totalnego spokoju. bez wyczekiwania na wiadomość, bo wszyscy wiemy, że obserwowany telefon nie dzwoni. a jedna z zasad życia mówi, że im bardziej czekamy tym bardziej nie ma. i życzę sobie szczęścia: ludzkiego, prostego. z tymi uśmiechami maluchów, z tym dogryzaniem znajomych, z tą troską przyjaciół. w życiu nie ma nic ważniejszego, niż ludzie.
wam życzę kolorowych świąt, pełnych spełnionych marzeń,
bliskich ludzi, dobrych potraw i niegasnących uśmiechów :)