Od razu na wstępie zaznaczę, że będzie dłuuuugo i zupełnie jak'nie'u'mnie ;)
Nie dalej jak przedwczoraj trafiłam w internecie na pewien artykuł, który opowiadał o nieznośnych 'hasłach', przyzwyczajeniach czy też zachowaniach sprzedawców. Celowo nie mówię o supermarketach, bo najbardziej dostało się pracownikom małych, osiedlowych sklepików. Jak wiecie (albo się teraz dowiecie ;)) od prawie roku pracuję w takowym. Chwalę sobie moją pracę, jestem dozgonnie wdzięczna mojej (skądinąd świetnej!) szefowej, że przyjęła mnie do pracy w momencie kiedy już myślałam, że nigdy nic nie znajdę i nauczyła wszystkiego od zera. Mam tam niesamowicie pozytywną atmosferę i absolutnie nie będę nigdy żałowała tego epizodu, co więcej myślę, że ta praca wniosła w moje życie dużo zmian i to na lepsze. Ale nie o tym chciałam dzisiaj wam napisać, raczej miałam na celu stworzenie kontry dla wyżej wymienionego artykułu - klienci też bywają nieznośni!
1) Jeśli słyszycie w sklepie, że sprzedawca pyta o drobne (to był jeden z zarzutów, ba! to rzekomo najbardziej podnosi ciśnienie klienteli) to absolutnie nie dlatego, że uwielbia pod koniec zmiany zliczać setki grosików, ale po prostu dlatego, że tych drobnych NIE MA. Tak, to jest możliwe, żeby stracić drobne, bo wystarczy kilku klientów pod rząd, którzy kupując czekoladę za trzy złote zapłacą mi banknotem stuzłotowym, a kasa już świeci pustką. Jeśli zaś idzie o terminale płatnicze - jeśli się zepsują to wierzcie mi, to nie jest wina sprzedawcy. Złośliwość rzeczy martwych i żadne cudne czynności nie spowodują nagłej naprawy. Po prostu trzeba poczekać na serwis. Niestety absolutnie niemożliwe jest przewidzieć z góry, że terminal się popsuje ;) I nie, nie odłączamy ich specjalnie.
2) Często zdarza się, że klient narzeka na kolejkę. I wychodzi z przekonania, że jest to wina (oczywiście!) sprzedawcy. I nie ważne jest, że pani, która właśnie robi zakupy od 5 minut zastanawia się ilu procentową śmietankę kupić. Albo nie potrafi znaleźć portfela. A i tak rekordy popularności bije hasło: 'To ja się jeszcze rozejrzę!'. Nie noooo, jasne, ale do rozglądania się to ja proponuję supermarkety jednak.
3) Irytujące są też wielkie paniusie, które przychodząc na zakupy myślą, że są dużo ważniejsze i lepsze ode mnie. Przykład? Pani, która przyszła kupić coś do picia, zaraz po wyjściu powiedziała do córki: 'Musisz się uczyć kochanie, bo inaczej bedziesz tak musiała pracować jak ta dziewczyna i mało zarabiała!'. Serio?! No to życzę jej córce, żeby znalazła wysoko płatną pracę od razu w zawodzie, w kraju gdzie bez (kilkuletniego!) doświadczenia to papierkiem z uczelni możesz się ewentualnie pochwalić na zjeździe rodzinnym.
4) Ostatnio miała miejsce sytuacja, że dosłownie trzy minuty przed zamknięciem wszedł nam do sklepu pewien pan i oczywiście kompletnie nie miał pojęcia co chce kupić. Nie zadziałało zamknięcie sklepu od wewnątrz aby nikt nam już nie wszedł, nie pomogło widowiskowe wyłączenie lodówek i nie dało rady ostentacyjne liczenie stanu kasy. Czy muszę dodawać, że po piętnastu minutach przeglądania gazet, ten facet niczego nie kupił i po prostu bez słowa wyszedł? No właśnie. Szanujmy się, szanujmy wzajemnie swój czas :)
Nie będę nawet wspomniała o dzieciach, które ciągle otwierają i nie domykają lodówek, o ludziach, którzy widząc świeżo umytą podłogę, przed samych zamknięciem muszą koniecznie przejść sklep wzdłuż i wszerz, o pretensjach w sprawie rzekomo wysokich cen (serio myślicie, że sprzedawca w sklepie ma jakikolwiek wpływ na te ceny?), o babciach, które ciągle narzekają na małe emerytury (no przecież ja im wypłaty nie oddam!), o wybrzydzaniu przy zakupie pieczywa ('Nie ma pani ciemniejszych bułek? O ... No ale ta jest za ciemna, a coś bardziej miękkiego? Nie nie, to pani jednak da tą pierwszą!). Sprzedawcy nie mają lekkiego życia, nie mówię tutaj o ciągle niezadowolonych z życia kobietach, dla których taka praca jest istną karą, bo w takim przypadku to wszyscy wiemy, że takie osoby nie powinny pracować z ludźmi ;) Mimo, że proszę was o wzięcie tego tekstu
z przymrużeniem oka to pamiętajcie o tym wszystkim co tutaj napisałam, zanim naskoczycie na kolejną niczemu winną dziewczynę ;)